Pentago, czyli zakręcone kwadraty. Naszym okiem

Pentago to 36 kul: 18 białych i 18 czarnych oraz sprytna plansza, pozwalająca na spakowanie gry w wersji pocket. Gra jest pozbawiona tematu, a jej nadrzędnym celem jest zmuszenie nas do logicznego i abstrakcyjnego myślenia, bowiem po każdym ruchu układ na planszy się zmienia.

Okiem shubgami: Mechanika gry jest niezmiernie prosta, co nie znaczy, że cała gra jest prostacka. Nic mylnego, pojedynek wymaga uwagi i strategii. Ruch gracza polega na umieszczeniu jednej kulki w naszym kolorze (czarnym albo białym) na planszy i obróceniu o 90o dowolnej części planszy. Plansza składa się z czterech kwadratów. W każdej kwarcie mieści się 9 kulek. Celem każdego z graczy jest ułożenie 5 swoich kul w nieprzerwanym ciągu, w linii prostej lub na ukos. Liczy się oczywiście to, kto pierwszy tego dokona. Wydaje się, że zadanie jest banalne, jednak nie raz sprawiło mi ogromny kłopot. Ale kiedy już się wygra, satysfakcja szarych komórek gwarantowana! Wykonanie gry jest naprawdę świetne. Trwałe kule, przypominające te z Abalone i pomysłowa plansza z zakręconymi kwadratami. Plusem gry jest pokrywka, która pozwala na umieszczenie wszystkich kul na planszy i bezpieczne jej zakrycie – grę można wtedy transportować bez kartonowego pudła. Cena na pierwszy rzut oka wydaje się nieco wygórowana (ok. 90 złotych), jednak patrząc na koszty zabawek na półkach, nie jest najgorzej.  A Pentago to właśnie taka gra-zabawka, która dodatkowo pobudza nasz umysł. Czas gry to jakieś 15-20 minut, w zależności od intensywności naszego myślenia. Ogólnie rzecz biorąc, Pentago sprawiło mi wielką frajdę. Mimo, że podczas pierwszych partii odnosiłam porażkę za porażką, chciałam grać nadal. Czy to tylko moja ambicja? Nie, Pentago bowiem zasługuje na piątkę!

Okiem gnoma: To właściwie kółko i krzyżyk, z jedną tylko różnicą. Ale za to jest to rzecz rewelacyjna i nadająca jej zupełnie nowy wymiar. Mowa oczywiście o obrotowych platformach, które zapewniają dużo więcej możliwości strategicznych. Proste, ale genialne. Nie ma się do czego przyczepić jeżeli chodzi o wykonanie. Jest eleganckie, ładne, solidne. Duży plus za osłonkę na planszę, w której możemy ukryć kulki, dzięki czemu zamiast dźwigać pudło, grę schowamy do kieszeni (takiej większej kieszeni). I choć cena nie należy do najniższych, za tą jakość wykonania i w sumie fun, jaki gra daje – warto. Pentago nie powala na kolana, choć jest zaskakujące i zapewnia fajną rozgrywkę na trzy, cztery krótkie partie. Wolę Abalone, ale i w Pentago zagram z przyjemnością. Jak dla mnie mocna czwórka.

Reklamy

One comment

  1. […] Mr. Jack Pocket, Pocket Battle: Macedonians vs. Persians, Konwój, Space Hulk: Anioł Śmierci, Pentago, Rój czy podróżne wersje gier: Abalone, Mastermind, a nawet Zgadnij kto to? Do dziś pamiętam, […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: