Mastermind. Odszyfruj kod. Naszym okiem

Mastermind to abstrakcyjna gra logiczna dla dwóch graczy od ósmego roku życia. W recenzji gry z 1972 roku pada zdanie: Walka inteligencji i logiki dwóch przeciwników – odszyfrowanie kodu. Jest ono świetnym określeniem tego prostego tytułu, gra bowiem bazuje na umiejętności kombinowania i wyciągania wniosków z poprzednich ruchów. Jeden z graczy wciela się w rolę szyfrującego, a zadaniem drugiego jest odgadnąć kod, który utworzył pierwszy gracz. Mają mu w tym pomóc wskazówki, które otrzymuje od przeciwnika po każdym swoim ruchu. Do dyspozycji graczy jest plastikowa plansza z jedenastoma rzędami. Odszyfrowujący ma dziesięć prób, bowiem jedenasty rząd jest zakryty małym parawanikiem – za nim znajduje się kod gracza szyfrującego. Kod zawiera cztery elementy i jest tworzony ze znaczników w dostępnych sześciu kolorach. Wskazówki zaś to czarne i białe szpilki. Czarna szpilka oznacza, że gracz ułożył w dobrej pozycji znacznik prawidłowego koloru, biała, że kolor jest prawidłowy, jednak znacznik znajduje się w złym miejscu. Każda szpilka odpowiada jednemu elementowi z kodu. Zatem jeśli gracz odszyfrowujący użył znacznika w kolorze niebieskim, a ów kolor nie znajduje się w kodzie jego przeciwnika, nie otrzyma on o tym elemencie żadnej informacji. Jeśli pozostałe kolory są trafnie wybrane, otrzyma on wskazówkę dotyczącą kolorów trzech szpilek w odpowiedniej kombinacji. Odszyfrowujący wygrywa grę, jeśli uda mu się rozwiązać szyfr maksymalnie w dziesiątym rzędzie. Gracz kodujący zwycięża, jeśli jego przeciwnik nie odgadnie utworzonej przezeń kombinacji.

Okiem shubgami: Ta gra pamięta jeszcze czasy młodości mojej mamy, wniosek płynie z tego jeden – jest ponadczasowa i bardzo trwała. Grałam w nią jako dziecko i nie udało mi się jej zniszczyć, choć lalkom bez problemu potrafiłam wyrywać rączki. Nasuwa się więc jeszcze jeden wniosek – gra wciąga i jest dobrym sposobem, by rodzice mogli na chwilę odetchnąć. Pamiętajcie jednak, że dzieci mogą połknąć małe elementy, a wtedy nici ze spokojnego wieczoru z lampką wina i cichymi pociechami w pokoju obok.

Mechanika gry jest bardzo prosta i zasady można wyjaśnić w pięć minut osobom, które z planszówkami mają niewiele do czynienia albo wcale. Polska instrukcja mieści się na jednej stronie niewielkiego notatnika. Gra po 5 – 10 partiach staje się schematyczna, ale raz na jakiś czas można urządzić sobie taki maraton. Nie jest to tytuł, który otwiera przed nami nowe szlaki i niestety – nie każda rozgrywka będzie niepowtarzalna. Ale jest to miła odmiana od fabularnych tytułów i naprawdę świetny pomysł na partyjkę z dzieckiem – rodzic nie będzie się nudził. Mimo prostoty, czasem trzeba się nakombinować, choć po pewnym czasie nasze ruchy stają się przewidywalne i mamy już po prostu swój niezawodny system. Partie można jeszcze urozmaicić dodając tzw. „siódmy kolor”, czyli po prostu zostawiając jedno puste miejsce w kodzie, które staje się tym dodatkowym kolorem. Reszta zasad wygląda identycznie. Jeśli chodzi o wykonanie gry pod względem estetycznym jest okej. Nowsze wersje Masterminda są o wiele bardziej wypasione i poręczniejsze (z tego co widziałam, mają przy planszy zbiorniczek na znaczniki – w naszej wersji walają się one po całym pudełku), ale do tego pudła podchodzę nieco sentymentalnie i cieszy mnie takie, jakie jest (ach, ta jeansowa para na okładce!). Nowa wersja gry kosztuje ok. 80 złotych i wydaje mi się, że jest to w miarę uczciwa cena, jeśli plastik jest tak samo trwały, jak nasz. Gra trwa około 15-20 minut, tak więc typowy filler po dłuższym tytule, który jednak nas nie odmóżdży. Ogólnie rzecz biorąc, lubię Masterminda, wiele razy grałam w niego nie tylko z Gnomem i po prostu są to miłe wspomnienia. Dla mnie czwórka!

Okiem gnoma: Krótko, bo tytuł pewnie wszystkim znany, a Shubgami zdążyła już przekazać wszystkie istotne informacje. Mastermind to nie jest nowoczesna gra planszowa, która pozwala na realizację setek taktyk, daje niesamowite możliwości czy cokolwiek w tym stylu. To bardzo prosta, szybka gierka, która też szybko się niestety nudzi. Generalnie mogę zagrać raz czy dwa bez bólu, ale raczej wybrałbym inny tytuł. Jakiś tam sentyment do tej gry posiadam, ale bawi mnie już zdecydowanie mniej niż kiedyś. Dwójka, ale z plusem.

Reklamy

2 Komentarze

  1. […] Persians, Konwój, Space Hulk: Anioł Śmierci, Pentago, Rój czy podróżne wersje gier: Abalone, Mastermind, a nawet Zgadnij kto to? Do dziś pamiętam, jak będąc w Szczyrku dwa wieczory pod rząd dobrze […]

  2. […] Mastermind – Gra, którą katowałam w dzieciństwie i jedna z gier, z którą najbardziej się zżyłam. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: