Fasolki, czyli trudna sztuka negocjacji. Naszym okiem

Gra na parę - Bohnanza#1Fasolki (Bohnanza) to przeznaczona dla od 3 do 5 graczy niekolekcjonerska gra karciana autorstwa Uwe Rosenberga, twórcy legendarnej Agricoli. Celem gry jest zebranie jak największej liczby monet, które uzyskuje się poprzez sprzedaż fasolek. Im więcej fasolek jednego rodzaju posadzimy, tym więcej monet uzyskamy za ich upłynnienie. Problem polega na tym, że gatunków fasolek jest osiem, a poletek, na których możemy je uprawiać – dwa (dodatkowe, 3 poletko możemy kupić za 3 złote monety). Na początku swojej tury musimy posadzić pierwszą fasolkę trzymaną na ręce, niezależenie, czy nam to pasuje, czy nie. Może się więc okazać, że będziemy musieli pozbyć się tej już zasadzonej, nie dostając za nią monet. Dlatego najistotniejszym elementem gry jest handel fasolkami pomiędzy graczami. Po dociągnięciu nowych kart, możemy próbować się ich pozbyć – wymienić na bardziej nam odpowiadające, albo oddać za darmo innemu graczowi (o ile ktokolwiek będzie chciał ją od nas wziąć). Niejednokrotnie trzeba przy tym dokonywać transakcji niezbyt korzystnych, byleby nie stracić już posadzonych fasolek.

Okiem shubgami: Fasolki są jedną z pierwszych nowoczesnych gier planszowych, jakie poznałam. Graliśmy w nie wiele razy, lecz w miarę jak w naszej kolekcji (i w kolekcji naszych znajomych) pojawiały się coraz to nowsze pudła, trochę o nich zapomnieliśmy. Bardzo cieszę się, że ostatnio podczas planszówkowego spotkania udało mi się je odświeżyć i przypomnieć sobie, jaka ta gra jest fajna i jak miło można spędzić przy niej czas. 🙂 Tematyka wydaje się banalna, ot fasolki, które musimy hodować i się nimi wymieniać. Siłą gry nie jest jednak sam temat (choć trzeba przyznać, że ilustracje bohaterów naszej rozgrywki są humorystyczne i cieszą oko), a interakcja, jaka zachodzi pomiędzy graczami, czyli po prostu mechanika. Nie są to oczywiście układy, negocjacje i sojusze zapierające dech w piersiach i wywołujące wypieki na policzkach, ale czasem trzeba się nieźle natrudzić (i trochę blefować), aby pozbyć się niechcianej fasolki czy zdobyć taką, dzięki której wzbogacimy się o kolejną złotą monetę. Gra wykonana jest porządnie. My posiadamy akurat specjalne wydanie niemieckie zamknięte w metalowej puszce, ale polskie, w kartonowym pudełku też jest w porządku. Jedyne co może przeszkadzać graczom, którzy związani są z niemiecką edycją (dla mnie akurat nie ma to znaczenia), a będąGra na parę - Bohnanza#3 chcieli zakupić polską, to zmiana nazw fasolek –  Blaue Bohne zamienił się w Kowboja, a Sojabohne w Hipisa. Czas rozgrywki to około 45 minut. Jest okej, choć przy trzech osobach troszeczkę się dłuży, po ostatnim (trzecim) tasowaniu talii. Myślę, że najbardziej optymalnym pojedynkiem jest partia w cztery osoby, ale gra się przyjemnie i w trzy, i w pięć. Trudno określić, kiedy jest łatwiej, a kiedy trudniej – teoretycznie, gdy są trzy osoby będzie prościej, ale z drugiej zaś strony, kiedy gramy w pięć osób, może być łatwiej znaleźć chętnego na fasolkę, która nam psuje szyki. Czas gry przy większej liczbie osób niż trzy, też specjalnie się nie zmienia. Jasne, będziemy szybciej dociągać fasolki, ale w zamian faza negocjacji będzie dłuższa. Serdecznie polecam Fasolki tym, którzy jeszcze nie mieli okazji ich wypróbować, a wiem, że są tacy. 35 zł za grę, która potrafi co jakiś czas rozkochać nas w sobie na nowo, to nic w porównaniu z frajdą, jaką za tę cenę posiądziemy. 🙂 Pjona!

Okiem gnoma: Fasolki to jedna z pierwszych gier, którą kupiłem i choć nigdy nie pokochałem jej tak, jak pierwszego mojego zakupu – Warcrafta, to od zawsze darzę ją sympatią. Po pierwsze za to, że jest kompaktowa i spokojnie zmieści się do kieszeni kurtki, dzięki czemu możemy ją zabrać wszędzie. Nie wymaga też wiele miejsca, wystarczy dosłownie kawałek blatu żeby ją rozłożyć. Po drugie, za Gra na parę - Bohnanza#2prostotę zasad i właściwie zerowy próg wejścia, przez co świetnie sprawdza się w każdym towarzystwie – tak graczy, jak i nie-graczy. Po trzecie, za dużą frajdę, którą daje i ogromną ilość interakcji. Fakt faktem, że Fasolki nie są czymś, w co chciałbym zagrać więcej niż maksymalnie dwa razy pod rząd, bo potrafią się wtedy zwyczajnie znudzić. Skalowanie jest dobre, partia w trzy osoby jest już w pełni satysfakcjonująca i nie odczuwa się, że czegoś brakuje, albo że gra nie pokazuje pazurów. To, że nie da się grać w dwie osoby to oczywiście nie wada, ale może zniechęcić do zakupu tych, które podobnie jak ja, grają głównie w parze. Niemniej, jeżeli nie gracie tylko i wyłącznie w gry dla dwóch graczy, przy tej cenie i przyjemności, jaką gra gwarantuje, zdecydowanie warto. Zwłaszcza, że to klasyka, a przecież wstyd klasyki nie znać. 😉 Piąteczka.

Reklamy

4 Komentarze

  1. Och, fasolki…. długo nie mogłam się przekonać do tego tytułu (bo co może być ciekawego w sadzeniu fasolek ;)) ale jak już w końcu kupiliśmy, to wsiąknęliśmy na dobre. Fasolki są naprawdę genialne!

  2. Robię podchody do tej gry od przeszło roku, ale gdzieś brakuj mi przekonania do fasolek. Zachęcona postem zabieram się za zakup. W końcu wstyd klasyki nie posiadać. 🙂

    Zapraszam do siebie http://familyentertainment-rodzinnarozrywka.blogspot.com/

  3. […] Ponadto warto przyjrzeć się takim tytułom, jak: Dobble, Zimna Wojna: CIA vs KGB czy Fasolki […]

  4. […] gnom: Fasolki – jedna z moim pierwszych nowoczesnych gier planszowych (choć ta akurat jest bez planszy ), która mimo upływu lat wciąż cieszy się sporym wzięciem. Lekka i zabawna. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: