Nie przy stole #7 – Planszomaniak w podróży

Space Hulk: Anioł ŚmierciJeśli czytacie naszego bloga regularnie bądź akurat przypadkowo trafiliście na kilka wpisów luźniej związanych z samym tematem gier planszowych, wiecie, że lubimy urządzać sobie wypady w różne okolice Polski. Tym lepiej, jeśli gdzieś nieopodal miejscowości, do której się wybieramy, są zamki, pałace, dworki czy choćby same ruiny, świadczące o dawnej obecności tych budowli. Zwykle przed każdą podróżą następuje ten sam scenariusz:

Ja: Które gry bierzemy?
Gnom: Może Rój, Mr. Jack Pocket i jeszcze jakąś jedną mniejszą?
Ja: To nie weźmiemy Lordsów? Zagrałabym. W Cyklady w sumie też. I w Claustrophobię. O, i Qwirkle!
Gnom: Za duże pudła, wybierz jedną.
Ja: Dwie.
Gnom: Jedną.
Ja: No dobra…

Tymczasem przed wyjazdem…

Ja: No weźmy jeszcze tych Lordsów i Qwirkle. Przecież i tak się wszystko zmieści…

Ostatecznie bierzemy od 3 do 5 mniejszych pudełek i dodatkowo dwa lub trzy duże (np. Lords of Waterdeep i Claustrophobię). W momencie przekraczania progu miejsca, gdzie gościć będziemy 3 – 4 dni, wyglądamy jak handlarze dywanów albo chińskich wynalazków, które nabyć można na wszelkiego rodzaju targowiskach. Oprócz toreb/walizek z ubraniami i przedmiotami codziennego użytku, pomiędzy które i tak wcisnę jakiś Onirim, mamy jeszcze torbę z aparatem, torbę z laptopem oraz wierną (i wielką) siatę z Ikei, w której mieszczą się wszystkie pudła z grami. Czasami czaimy się i zamiast wziąć wszystko naraz, idziemy do auta co najmniej dwa razy, licząc, że będziemy wyglądać mniej podejrzanie. Zgadniecie jaki jest finał całej wycieczki? Bądźcie pewni, że jeśli akurat nie wzięliśmy Cyklad, to właśnie w tę grę najchętniej bym zagrała.

Pierwszą istotną cechą gier, które doskonale nadają się do podróży jest ich kompaktowość. Po pierwsze: małe pudełko, po drugie: elementy też powinny zajmować niewielką powierzchnię. Jasne, można świrować tak, jak my, ale i my mamy swoje granice. Kiedy w podróż nie wybieramy się samochodem, musimy znacznie zawęzić listę gier, które ze sobą zabierzemy. Do naszych toreb trafią więc – wspomniany już – Mr. Jack Pocket, Pocket Battle: Macedonians vs. Persians, Konwój, Space Hulk: Anioł Śmierci, Pentago, Rój czy podróżne wersje gier: Abalone, Mastermind, a nawet Zgadnij kto to? Do dziś pamiętam, Wilkołaki ze Srebrnej Góryjak będąc w Szczyrku dwa wieczory pod rząd dobrze bawiliśmy się przy dwóch ostatnich tytułach i długich rozmowach. Spokojnie możemy też zabrać ze sobą: Małego Księcia, Zakazaną Wyspę lub Basilicę. Co prawda te gry mają nieco większe pudełka, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrezygnować z ich oryginalnych opakowań i wszystkie elementy wrzucić do większego woreczka strunowego, zamiast pocić się nad torbą czy siadać na walizce, żeby się zamknęła.

Powyższe gry to głównie propozycje dwuosobowe, kiedy jednak planujemy wyjazd z grupą przyjaciół czy znajomych warto zaopatrzyć się w Set, Dobble, Time’s Up!, Jungle Speed czy dowolną karciankę, która proponuje nam mechanikę dobrze znanej wszystkim mafii (kiedyś odgrywało się ją przy pomocy zwykłych białych karteczek i długopisów). Takich tytułów na planszówkowym rynku jest mnóstwo: poczynając od The Resistance: Agenci Molocha, poprzez Mafię, a na Wilkołakach ze Srebrnej Góry kończąc.

Oprócz tego, że możemy pograć, spędzając miło czas podczas naszej kilkudniowej wycieczki, równie przyjemne jest granie w trakcie samej podróży. Jednak w czasie podróży autokarem czy nawet pociągiem nie jest łatwe znalezienie płaskiej przestrzeni, która nie będzie miejscem, na którym po prostu siedzimy… Jeśli wtedy jest trudno, to jak tu w ogóle myśleć o graniu, kiedy jedno z nas prowadzi samochód? Na szczęście jest cała seria gier, która wychodzi naprzeciw tym problemom, a jest nią cykl mrożących krew w żyłach karcianek o złowrogiej nazwie: Czarne historie. Czarne historie są grą, w którą można znakomicie bawić się w większym gronie, ale i we dwójkę, naprzemiennie zadając sobie straszno-śmieszne zagadki. Ostatni nasz wyjazd do Książa, był wyprawą, podczas której Czarne historie królowały i prowokowały nas do coraz bardziej podstępnych zagrań. Gnom doprowadzony do szału moim trafianiem w samo sedno (pierwsze pytanie: – Czy w tej historii jest transwestyta? – Cho? Ktho? Skąd wiesz??!!), odmówił udzielania mi jakichkolwiek podpowiedzi, do których jednak Mistrz Gry jest uprawiony („to pytanie może wprowadzić cię w błąd”,” to nie ma znaczenia dla historii”), ograniczając się do suchych twierdzeń i zaprzeczeń. Dzięki Czarnym historiom podróż w jedną i drugą stronę płynęła nam znakomicie i błyskawicznie. Jeśli jednak jesteście nerwowi i kiedy mówicie o dostawaniu szału i furii, naprawdę dostajecie szału i wpadacie w furię, proponuję, aby podczas prowadzenia samochodu nie brać udziału w zabawie. No chyba, że chcecie stać się materiałem do kolejnej edycji tej popularnej karcianki (badum tsss).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: