On i ona grają #1 – Męsko-damskie granie, czyli kto jest kim przy planszy

On i ona grają #1On kocha gry wojenne, a ona te o zwierzaczkach. On lubi negatywną interakcję i emocjonujące area control, ona – pokojową misję kooperacyjną… Czy istnieje coś takiego jak męskie i damskie granie? Kto jest kim przy planszy i czy kobiety naprawdę nie lubią Warhammera 40 000?

Ona: Często, jakiś czas temu wręcz maniakalnie, przeglądałam forum o grach planszowych (to było wtedy, kiedy byłam w ciągu planszówkowym, pamiętasz?). Zawsze niezmiernie bawiły mnie pytania i tematy wymyślane przez niektórych użytkowników. W jednym z działów radzono się, co kupić tym razem, by partnerka nie była nieusatysfakcjonowana albo jakie tytuły nabyć, aby nie za bardzo przytłoczyć swoją drugą połówkę… Być może zabrzmi to nieco feministycznie, ale cholera! Czemu niektórzy traktują dziewczynę przy planszy jak głupią krowę, która w najlepszym razie poradzi sobie z przesuwaniem pionków?

On: Myślę, że wynika to z dwóch rzeczy. Obu dość oczywistych. Po pierwsze – stereotyp, że przecież dziewczyny nie grają w gry. Nieważne czy planszowe, czy komputerowe, czy jakiekolwiek inne. A jak już grają to w The Sims (czy też analogicznie: Carcassonne). To oczywiście bzdura, bo zapewne sama pamiętasz, że na organizowane przez nas planszówkowe spotkania przychodziło w sumie chyba więcej kobiet niż mężczyzn. Choć z drugiej strony, założę się, że kilka lat wstecz, gdy nowoczesne planszówki były czymś w gruncie rzeczy nowym na naszym rynku i pewnie w wielu kręgach cieszyły się podobną opinią co komiksy i gry komputerowe (że niby albo dla dzieci, albo dla nerdów) to proporcje byłyby zgoła inne. Po drugie – powiedz sama, czy gdyby ktoś poprosił Cię o rekomendację gry, żeby wciągnąć nową osobę do planszówkowego hobby, poleciłabyś mu Starcrafta albo Terrę Mystice, czy raczej Wsiąść do Pociągu albo właśnie Carcassonne?

Ona: Tak, jasne, że któryś z tych ostatnich tytułów, ale poleciłabym go także i początkującemu facetowi, który chce zobaczyć z czym te planszówki się je. Chodzi mi o to nagminne podkreślanie – „dla żony”, „dla dziewczyny”, „dla mojej ładniejszej połówki”… żeby jej się czacha nie przegrzała. Myślę, że to bardzo błędne tak klasyfikować graczy. Dużo bardziej wolę gry z negatywną interakcją, niż te kooperacyjne, choć i przy nich potrafię doskonale się bawić. Oczywiście, wkraczanie w poważniejsze tytuły jest kwestią czasu i obycia z planszówkami. Idąc tropem tego stereotypowego myślenia, moja kobiecość coraz bardziej zaczęła zanikać. 😉 Kiedyś ostrożniej i nawet z pewną dozą niechęci podchodziłam do klimatów wojennych i fantasy. A teraz cóż… wolę się denerwować przy pojedynku w Zimną Wojnę od Galakty niż, mimo wszystko, grać we Wsiąść do Pociągu.

On: Chyba trochę przesadzasz. To znaczy wydaje mi się – choć nie śledzę tego typu wątków, więc pewności nie mam – że jednak głównym kryterium przy doradzaniu komuś, jest stopień zaawansowania w grach, a nie płeć. Choć ta przecież, nie czarujmy się, też jest tu istotna: sama przyznajesz, że sceptycznie podchodziłaś do gier fantasy i wojennych. I pamiętam, że właśnie tematyka często cię od gier odrzucała i odrzuca (vide: Blood Bowl). I łatwiej mnie, jako facetowi, polecić grę innemu facetowi, bo prawdopodobieństwo że jarał albo nadal jara się tym samym co ja, jest większe, niż w przypadku kobiety. Wszyscy graliśmy w Herosy i Warcrafta, wszyscy czytaliśmy Tolkiena i Sapkowskiego, i wszyscy oglądaliśmy Gwiezdne Wojny. A ty do dzisiaj nie znasz gwiezdnej sagi… Oczywiście popadam tu w pewną stereotypizację. Jest – bez wątpienia niemałe – grono przedstawicielek płci pięknej, które też kręciły wyżej wymienione dzieła kanoniczne. Lecz, choć bez poparcia twardymi danymi, a jedynie na podstawie własnych obserwacji, śmiem twierdzić, że będzie ich mniej, niż facetów.

Ona: Czyli co? Uważasz, że są męskie i żeńskie typy graczy?

On: Tak, mógłbym zaryzykować taką teorię. Szczególnie na początku „kariery” – facetom będą się podobać inne gry niż kobietom. Ale z czasem te różnice mogą się zatrzeć, kiedy jedynym istotnym kryterium będzie to, jak grywalny jest dany tytuł, a nie te wszystkie peryferia. Nie zgadasz się z tym?

Ona: Przyznam, że nieszczególnie. Myślę, że jedynym kryterium na początku powinna być liczba graczy, czas, jaki chcą poświęcić na rozgrywkę i pasje osób, ich zainteresowania. Fajnie, że faceci wychodzą naprzeciw swoim partnerkom i szukają wspólnego sposobu na spędzenie czasu – to się ceni. Ale nie wszystkie dziewczyny to uległe owieczki, które kochają różowe króliczki. A nawet jeśli uwielbiają słodkości i My Little Pony to nie znaczy, że nie potrafią wam skopać tyłka w StarCrafta. 😉

On: Tę jedyną partię w StarCrafta wygrałaś nie znając zasad, nie liczy się. Ja nie twierdzę, że kobiety trzeba w tym względzie traktować protekcjonalnie, absolutnie. Ale jeżeli dziewczyna lubi komputerowego Warcrafta, to nie trzeba pytać, co jej pokazać, żeby zainteresować ją planszówkami, prawda? Sam właśnie w ten sposób zacząłem przygodę – zobaczyłem, że istnieje analogowa wersja mojej ukochanej gry komputerowej i musiałem ją kupić, niezależnie od wszystkiego. A gier z tematem „dla chłopców” robi się chyba trochę więcej niż „dla dziewczynek”. I umówmy się – pierwsza, źle dobrana gra, potrafi skutecznie zniechęcić do całego hobby. Nie pomogą namowy i prośby, jeśli pierwszy kontakt będzie nie udany, może zaważyć na całej planszówkowej przyszłości. „To nie dla mnie”. „To nudne”. Nie widzę nic złego w prośbie o podpowiedź, w co po raz pierwszy zagrać z nowym graczem, podkreślając, że to kobieta. Ot, po prostu pewne kryterium, które może – choć nie musi – mieć znaczenie. Podobnie jak chociażby wiek. Dużo młodsi gracze też mogliby się oburzyć, że przecież oni ogarną Grę o Tron i dlaczego są im proponowane Pędzące Żółwie. A przecież nie chodzi o uprzedzenia, ale o to, żeby coś, co lubimy, co być może jest dla nas ważne, polubiła też druga osoba.

Ona: Jeśli nie znałam zasad, to tylko dlatego, że mi ich dobrze nie wytłumaczyłeś! 😛 No chyba, że chcesz iść na damsko-męską wojnę i powiedzieć: „Nie, kochanie. Ty ich po prostu nie byłaś w stanie zrozumieć”. Wracając jeszcze do kilku kwestii… Uważasz, że nie przypadła mi do gustu tematyka Blood Bowl, bo jestem kobietą? Albo, że miałam opory przed fantastyką z tego samego powodu? Trochę to naciągane, zwłaszcza, że na przykład Jacek też w karciankę o (uwaga!) krasnoludach, które grają z elfami w football nie chce zagrać… Dobrze, mogę się zgodzić, że nastawienie na płeć ułatwia poszukiwania, ale czasem również fałszuje rzeczywistość. Panowie, nie bójcie się otworzyć pudła z A Few Acres of Snow przed waszą wybranką. Na początku może trochę pomarudzi, ale koniec końców na pewno da radę!

On: Nie bójcie się rozkładać jakiejkolwiek gry przed waszą wybranką. Przed osobą nową w tym temacie, grę dobierzcie rozważnie.

Advertisements

3 komentarze

  1. Przemas · · Odpowiedz

    Hah, mimo, że kobiety będą bronić się „ręcyma” i „nogyma” przed zaszufladkowaniem typu: dla nich gry o różowych jednorożcach a dla chłopaków te o zombiakach, to i tak najlepiej wiedzą ci co w związkach, ileż to bojów trzeba stoczyć ze swoją ładniejszą/chudszą/poręczniejszą połówką o wybór gry do zagrania, filmu do obejrzenia, spędzenia wieczoru, itp. 🙂

    U nas, z pewnością kompromis a nawet jednomyślność wystąpiła by, gdyby powstała jakaś gra o kotach (jesteśmy opiekunami i przyjaciółmi dwóch cudnych kocurów) a jak to mawiał pratchettowski Śmierć zastanawiając się, że z pewnością jest coś na tym świecie dla czego warto żyć „Koty! Koty są miłe” 🙂

  2. Wszystko co prawda zależy od konkretnej osoby, ale z moich doświadczeń wynika iż istnieją preferencje w grach związane z płcią. Faceta dużo łatwiej mi namówić na jakaś agresywną grę trwającą parę godzin, kobiety wolą krótsze mniej konfrontacyjne i ładniej wydane gry. Oczywiście są wyjątki od reguły i wraz z zaawansowaniem obu graczy to się zmienia jednak w przypadku początkujących płeć w pewnym stopniu wpływa na preferencje. Zauważyły to nawet sklepy z planszówkami dodając w opisie „dla niej” lub dla „dla niego”. I tutaj zgodzę się z „gnomem” iż w przypadku facetów ma znaczenie iż „Wszyscy graliśmy w Herosy i Warcrafta, wszyscy czytaliśmy Tolkiena i Sapkowskiego, i wszyscy oglądaliśmy Gwiezdne Wojny.”, po prostu facetom łatwiej podchodzą gry tematyczne, bo znają uniwersum.
    Nie raz szukając gry w jaką chce zagrać muszę brać pod uwagę iż moja towarzyszka ma nieco inny gust i upodobania w kwestii planszówek. Nawet jeśli od czasu do czasu zagra ze mną w Grę o Tron to i tak bardziej lubi Lords of Waterdeep:).
    Zresztą zróbcie eksperyment zaproponujcie partyjkę Twilight Empire z dodatkiem równej liczbie kobiet i mężczyzn, sądzę że różnica będzie bardzo widoczna:).

  3. bodzioslaw · · Odpowiedz

    Zgodzę się, że faceci mają preferencję dla gier konfrontacyjnych, typy ty albo ja, kto komu dokopie itd. Ale to się nie zawsze sprawdza. Osobiście lubię Dixita czy Robinsona, Czarne historie, w których jest klimat lub więcej zabawy niż rywalizacji. Ale mam np. kumpli informatyków, którzy uwielbiają konfrontacyjne móżdżenie (Nowa Era, Herosy etc.), kto lepiej oszacuje, kto szybciej policzy etc. – Robinson po pierwszej partii ich znudził. Rozgryźli mechanizm, bierzmy psa i Piętaszka, tu zapewniamy jedzenie i pyk, pyk, wygrane. Tak szybkiej partii dawno nie grałem. Od razu odarli tę grę z klimatu i sięgnęli do mechanicznych trzewi… Tfu! Tfu! Tfu! Nie tak się gra w Robinsona. Tak się gra w abstrakcje logiczne (Pylos etc.) lub ,,gładkie” eurosy.
    Melanżownia TV też wyraża opinię, że dziewczyny to raczej zbieranie i rozbudowywanie niż bezpośrednia walka. A przynajmniej ich 2 konkretne dziewczyny.
    Zawsze są wyjątki, ale z ogólną tendencją bym się zgodził.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: