Mocne TOPnięcia #1: Najlepsze „grykranizacje” książek

Ekranizacje książkowych bestsellerów nie dziwią nikogo od kilkudziesięciu lat. Przeniesienie fabuły z kart literatury do cyfrowego świata – też nie. I choć nie twierdzę, że kogokolwiek zadziwi fakt, że również gry planszowe powstają czasem na podstawie książek, to jednak nie jest to rzecz aż tak powszechna… Czy na pewno?

#1 – Gra o Tron (George R.R. Martin)

Sagi Pieśni Lodu i Ognia, za sprawą bijącego rekordy popularności serialu HBO, nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Pełna wojny, przemocy i okrucieństwa, ociekająca seksem i brutalnością, trzymająca w napięciu i niejednokrotnie zaskakująca opowieść doczekała się przeniesienia na planszę na długo przed powstaniem serialu, bowiem już w 2003 roku. Wydana przez Fantasy Flight Games gra niemal z miejsca stała się przebojem i rozkochała w sobie tysiące graczy. I to mimo tego, że była skomplikowana, wymagająca i długa. W Grze o Tron wcielamy się w lorda jednego z sześciu wielkich rodów (Stark, Lannister, Martell, Greyjoy, Tyrell, Baratheon) i zostajemy rzuceni w w wir wojny pięciu królów. Naszym celem jest – oczywiście – objęcie Żelaznego Tronu. Udać może się to tylko temu, kto zawrze najlepsze sojusze (i zerwie je w odpowiednim momencie), najmądrzej poprowadzi swoje wojska i najsprytniej wykorzysta swoje atuty. Gra budzi spore emocje przede wszystkim ze względu na fazę rozkazów, kiedy prowadzimy tajne negocjacje z innymi graczami – nigdy do końca nie jesteśmy pewni, czy ród, z którym zawarliśmy przymierze nie wbije nam noża w plecy. Gra skupia się na konkretnym okresie z historii Westeros i trzeba jej przyznać, że znakomicie oddaje to, co czujemy podczas lektury pierwszej części Sagi Pieśni Lodu i Ognia. Jej nakład dość szybko się wyczerpał, a spragnionym fanom przyszło czekać aż 8 lat na drugą edycję (choć, o ile mnie pamięć nie myli, w międzyczasie ukazał się dodruk pierwszej).
Bogactwo uniwersum wykreowanego przez Martina zaowocowało zresztą niejedną grą planszową – w 2002 roku ukazał się starter do kolekcjonerskiej gry karcianej, która również cieszyła się sporym zainteresowaniem fanów Gry o Tron. W 2008 format tej karcianki został nieco zmieniony – z CCG przeszła na LCG – Living Card Game. Za sprawą tego modelu gra zyskała drugą młodość – bo choć zabawa z samym starterem przypominała grę w nogę nienapompowaną piłką i trzeba było zaopatrzyć się w kilka dodatków by stała się faktycznie grywalna – to przynajmniej z góry mogliśmy sobie zaplanować które z nich należy kupić, by złożyć dokładnie taką talię, jaką chcemy. Bez wydawania majątku na boostery z losowymi kartami. Poza karciankami (na fali popularności serialu ukazała się jeszcze jedna, o jakże zaskakującej nazwie: Gra o Tron, która okazała się jednak dość nieudana), wydana została także gra figurkowa – Bitwy Westeros, z wieloma ciekawymi dodatkami.

#2 – Dracula (Bram Stoker)

Wydana 116 lat temu powieść autorstwa Brama Stokera znana jest chyba każdemu – choćby ze słyszenia. Jednych zachwyca do dziś, innych nudzi – nie jest to blog o literaturze, więc nie będziemy rozprawiać o jej wartości. Dla nas istotne jest to, że gdyby nie ona, nigdy nie doczekalibyśmy się fenomenalnej gry planszowej opartej na jej motywie. Dracula jest grą przesyconą klimatem gotyckiej powieści Stokera. Jeden z graczy wciela się w postać wampirzego hrabiego i usiłuje powołać do życia (czy raczej: nieżycia, jak zażartowałby pewien mój znajomy) imperium nieumarłych. Po piętach depczą mu Łowcy – pozostali gracze (lub gracz, wszak Dracula umożliwia też grę w dwie osoby), tropiąc go, ścigając i usiłując doprowadzić do starcia. Każda ze stron dysponuje specjalnymi zdolnościami, każda ma w zanadrzu swój zestaw tricków i forteli, co sprawia, że schematyczna na pozór rozgrywka zmienia się w emocjonujące starcie umysłów. Niekrótkie stracie, dodajmy, wszak przeciętny czas gry oscyluje gdzieś w granicach trzech do czterech godzin. Choć Dracula nie pozbawiony jest wad – do najważniejszych należą na pewno wysoki próg wejścia, wynikający z miliona reguł koniecznych do opanowania i średnio udany mechanizm walki, to, co czyni tę grę tak wyjątkową jest wyzierający z niej klimat. Sprzyjają temu niewątpliwie ciekawie opracowana i przemyślana mechanika, sprzyja i świetna oprawa graficzna. Dracula wciąga i pochłania.
Na koniec ciekawostka – tytuł Draculi został w ostatniej chwili zmieniony. Powieść pierwotnie miała nazywać się Wampir. Pod taką właśnie nazwą ukazała się polska gra planszowa, oparta na licencji FFG, wydawcy Draculi. Krytykowana za niechlujne wydanie (choć mnie grafiki strasznie się podobają) była w istocie klonem zachodniej produkcji. Odpowiedzialna za jej ukazanie się, nieistniejąca już firma Sfera to bardzo zasłużone wydawnictwo dla polskiego rynku planszówek. To za jej sprawą wielu moich rówieśników cieszyło się w młodości między innymi legendarnymi już Magią i Mieczem oraz Magicznym Mieczem.

#3 – Mały Książę (Antoine de Saint-Exupery)

Mały Książę autorstwa Antoine’a de Saint-Exupery’ego to jeden z tych fenomenów, których nigdy nie pojąłem. Nigdy nie znalazłem w niej nic interesującego, a zawarte w niej prawdy zawsze miałem za banalne. Ale nie o tym, nie o tym. Grę, w przeciwieństwie do książki, akurat całkiem lubię. Choć zdecydowanie nie zalicza się do moich ulubionych tytułów, gram w nią z niekłamaną przyjemnością. Jest bardzo prosta do nauczenia się, sama rozgrywka też nie należy do nadmiernie skomplikowanych, ale ma momenty, w których trzeba się chwilę zastanowić i jakiś taki urok, dzięki któremu kolejne partie upływają nader miło. Zresztą – naszą opinię o Małym Księciu może poznać tutaj. Mimo upływu tych kilku miesięcy, gra jest dla nas wciąż atrakcyjna.

#4 – Imię Róży (Umberto Eco)

Kocham Umberto Eco, choć gdybym swoją znajomość z nim zaczął od Imienia Róży pewnie aż tak byśmy się nie polubili. To książka dość trudna i ciężka, choć jednocześnie wciągająca i emocjonująca. Czy oparta na jej motywach gra planszowa jest taka sama? Tak i nie. Nie – nie jest ani przesadnie trudna, ani tym bardziej ciężka. Jest natomiast i wciągająca i emocjonująca. Kto czytał (lub oglądał) ten wie o co chodzi – w opactwie dochodzi do morderstwa. W tej sytuacji oczywiste są dwa pytania: kto i dlaczego zabił. Odpowiedzi na nie są jednak dużo bardziej złożone. Zwłaszcza, że po pierwszym zabójstwie pojawia się drugie, potem kolejne… Mnisi wcale nie są skorzy do współpracy z prowadzącym śledztwo Wilhelmem z Baskerville. Część z nich wydaje się szczególnie podejrzana i zdaje się, że specjalnie zacierają ślady i utrudniają działania Wilhelma. W grze The Name of Rose kierujemy poczynaniami właśnie mnichów. Naszym celem jest zgromadzenie jak największej liczby dowodów na innych graczy, samemu usiłując pozostać poza kręgiem podejrzeń. Nie rozpisując się zanadto, dodam jeszcze tylko, że autorem gry jest Stefan Feld – persona znana i uznana. Jeśli więc lubicie gry detektywistyczne, lub urzekł was klimat Imienia Róży – zdecydowanie warto się tym tytułem zainteresować… Lub rozważyć zakup innych, na przykład opartych na tej książce pozycji. Mystery of the Abbey to nieco mniej nastrojowy, choć wcale nie gorszy, tytuł Bruna Faiduttiego – autora m.in. słynnej Cytadeli. Lub – jeżeli hajs się wam zgadza – przyjrzeć grze Abtei der wandernden Bücher – produkowanej na zamówienie i kosztującej jakieś trzy tysiące dolarów jednej z najpiękniejszych pozycji w dziejach.

#5 – Bonus

Wymieniłem cztery moim zdaniem najlepsze gry na podstawie literatury. Ich kolejność jest raczej przypadkowa. Na tym mają polegać Mocne TOPnięcia – krótkich listach najlepszych gier w jakiejś, dość szerokiej na ogół, kategorii. Ale…

Jako że muszę zmieścić się w pięciu podpunktach, a wiele chciałbym jeszcze napisać, mam dla was propozycję. Jeśli podobał wam się powyższy tekst i chcielibyście w przyszłości zobaczyć na naszym blogu więcej tekstów o grach planszowych opartych na książkach, filmach czy grach, dajcie nam znać w komentarzach tu albo na fejsie. Już w ramach innego cyklu niż Mocne TOPnięcia.

Advertisements

6 komentarzy

  1. Nie ma nic o Władcy Pierścieni…?

    1. Nie ma. Ale jeszcze będzie.

  2. „Pełna wojny, przemocy […], ociekająca przemocą.”
    Trochę razi.

    1. Dzięki za zwrócenie uwagi, już poprawiłem.

  3. Dracula średnio 3-4h? U mnie średni czas gry to 2h (2,5-3h przy 4-5 graczach). Najkrótsza partia miała zaledwie 45 min.
    Z książkowych jest sporo do wymienienia: Świat Dysku, Filary Ziemi, powstaje Enclave i Pan Lodowego Ogrodu… Temat rzeka.

  4. W zestawieniu brakuje Wojny o Pierścień, w tej grze naprawdę czuć klimat trylogii Tolkiena.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: