List Miłosny – recenzja

List Miłosny to gra karciana dla od 2 do 4 osób. Celem graczy jest doręczanie tytułowego listu do rąk księżniczki Annette. Jako że SONY DSCksiężniczka jest w rozpaczy po aresztowaniu matki, nie przyjmuje gości, co stanowi pewną przeszkodę dla zalotników chcących pocieszyć jej serce. Ponieważ chcący zawsze znajdą rozwiązanie, pozostaje zdać się na posłańców, którzy przekażą jej naszą epistołę. Na 16 kartach znajdują się 8 różnych postaci (niektóre z nich występują kilkukrotnie) – o różnym statusie (sile) i innej zdolności specjalnej. Aby wygrać rundę, na jej koniec musimy posiadać kartę z postacią o najwyższej sile. W trakcie rozgrywki, w ciągu każdej kolejnej tury, będziemy dobierać jedną kartę do jednej już posiadanej i decydować, którą z nich odrzucamy. Odrzucona karta zmusza nas do skorzystania z zawartej nań zdolności – umożliwiającej nam m.in. podejrzenie karty przeciwnika, wymianę karty na ręce lub wyeliminowanie któregoś z rywali. By zwyciężyć w grze, należy wygrać liczbę rund zależną od liczby graczy.

Tematyka

gnom: 4 – Zaskakująco dobrze oddaje to, jak gra działa i jest całkiem przyjemna, a przy tym stosunkowo oryginalna. Jasne, że nie nazwałbym jej „porywającą”, ale przez sam temat może przyciągnąć pewne grono nabywców – i idę o zakład, że będzie ono o wiele większe, niż tych, których zniechęci.

shubgami: 4 – Rzeczywiście, tematyka jest całkiem nieźle oddana. Dzięki konkretnym akcjom, które wymuszane są przez zagranie kart, czuć atmosferę spisku i podchodów.  Co prawda, ta mętna historia, że księżniczka siedzi w wieży, bo były jakieś akcje z jej matką, jest dziwna, ale poza tym klimat mi się podoba. Wykonanie też dodaje smaczku, ale nie jest to kwestia całkowicie bezsporna, więc… o tym napiszę kilka słów później.

Mechanika

gnom: 4 – Za pierwszym razem graliśmy źle, bo nie doczytaliśmy jednego ustępu i to był dramat; modliliśmy się, żeby się skończył. Potem doczytaliśmy i choć wątpiłem, żeby mogło to znacząco wpłynąć na rozgrywkę – myliłem się. List Miłosny nie tylko nie okazał się gniotem, ale jest tytułem z naprawdę sprytną i przemyślaną mechaniką, którą – wbrew pozorom – daje sporo możliwości, zmusza do dedukowania i blefowania, pozostając przy tym miłą i lekką grą, w którą może zagrać każdy. Duże zaskoczenie i duży pozytyw. Choć oczywiście – to tylko 16 kart, niezależnie od tego, jak wiele zastosowań można dla nich znaleźć, po pewnym czasie zaczynają trochę nudzić.

shubgami: 4 – Nie wiem, jak mogliśmy zagrać źle pierwszym razem, żenujące. 😀 Na szczęście przed drugą partią przeczytałam jeszcze raz instrukcję i wszystko ogarnęliśmy bez problemu, ale z małymi zgrzytami. Nie wszystkie kwestie są rozwiązane w instrukcji – mam tu na myśli to, że nie zawsze wiadomo, czy odrzucaną kartę powinniśmy odkryć czy położyć na stole rewersem do góry. Być może dla niektórych jest SONY DSCto oczywiste, ale my musieliśmy dojść w tej kwestii do porozumienia poza spisanymi regułami. Niemniej, mechanika gry podoba mi się. Jest lekko, prosto, przyjemnie z elementem blefu, co sprawia, że gra przebiega w żartobliwym tonie. Szkoda wręcz, że nie wymyślono tej pozycji na więcej osób (no, ale dla spragnionych jest, nieco jednak bardziej zaawansowana, Cytadela).  Jest naprawdę przyzwoicie, choć nie ukrywam, że spodziewałam się ciut większego kombinowania i oszukiwania. List miłosny nie obezwładni nam naszych szarych komórek, kiedy będziemy typować, kto jaką ma kartę. Niestety istnieje jedno (choć zależny od szczęścia) combo, który praktycznie gwarantuje nam wygraną i u nas akurat bardzo często udawało się je zastosować. Wystarczy zagrać Kapłana na jedną osobę, a potem Strażniczkę, by wyeliminować kompana z gry.

Wykonanie

gnom: 4 – Pozwolę Shubgami się wyżyć za brak woreczka i uroczych kamyczków. Dla mnie jest dobrze, rysunki są ładne, karty, mimo iż raczej miękkie, są dość trwałe – choć oczywiście, jak zawsze, koszulki wysoce zalecane. Pudełko malutkie i zgrabne. Fajny format instrukcji, napisanej w dodatku bardzo przejrzyście i sensownie, nie pozostawiając cienia wątpliwości co do zasad. No i jest fabularyzowany wstęp, a kto ich nie lubi.

shubgami: 3 – Gnom się ze mnie śmieje, ale mnie naprawdę było smutno, że nie ma woreczka (cudowny, karmazynowy woreczek ze złotymi literami!) i czerwonych kostek. Wiem, że dzięki m. in. temu gra jest trzy razy tańsza, ale wizualnie robi dużo mniejszy efekt. Ogólnie jest okej, ale całość straciła w moich oczach.

Cena

gnom: 5 – 15 złotych. Na tym zakończę. Jeśli ktoś uważa, że to choćby o jeden grosz za dużo i tak nigdy nie kupi żadnej gry planszowej. Za taką kasę każdy powinien nabyć List Miłosny, choćby po to, żeby – jeśli gra mu się nie spodoba – podłożyć pod krzywą nogę od stołu albo używać kart jako podkładek pod napoje. Rewelacja, że udało się osiągnąć taką kwotę kosztem jedynie jakiegoś kompletnie niepotrzebnego woreczka i kamyczków.

shubgami: 5 – Pewna niekonsekwencja tutaj następuje (vide: Wykonanie), ale trzeba przyznać, że cena gry jest rewelacyjna! Z tego co pamiętam można ją było dostać w przedsprzedaży za ok 12 zł. Nic tylko brać. Rozrywka na parę ładnych wieczorów w gronie znajomych za symboliczną wręcz kwotę.

Skalowalność na dwie osoby

gnom: 3 – Średniawka. To znaczy: gra się nawet przyjemnie, ale dużo więcej emocji jest przy grze w 3 i 4 osoby. Wiecie, co innego mieć tylko SONY DSCjednego rywala, którego trzeba przechytrzyć i przed którym trzeba się bronić, a co innego mieć ich trzech.

shubgami: 3 – Nic specjalnego, raczej nie będziemy w to grać we dwójkę. Dużo fajniej jest przy 3, 4 osobach, kiedy każdy atakuje się nawzajem.

Czas rozgrywki

gnom: 5 – Nie mam nic do zarzucenia temu aspektowi; uważam, iż jest dobrany idealnie pod tą rozgrywkę. Partia trwa około 20 minut i może znudzić tylko tych, którym gra nie przypadła do gustu. W innym wypadku, nawet jej niespodziewane przedłużenie (ktoś z trzema wygranymi rundami nie może wygrać ostatniej, za to punkty zbierają wszyscy dookoła) wywołuje raczej pozytywne emocje.

shubgami: 5 – Akuratny, taki, żeby się zanadto nie znudzić, chociaż prawda jest taka, że grając w cztery osoby możemy odbyć 4 rundy albo… 13. Ale faktycznie, raczej jest tak opisuje Gnom – kiedy nagle zaczyna wygrywać ktoś inny jest kupa śmiechu (w wyjątkowych przypadkach zniecierpliwienie, ale to już zależy od towarzystwa).

Podsumowanie

gnom: Właściwie nie mam wiele więcej do dodania, poza tym, co już przeczytaliście. To zaskakująca gra – bo choć składa się w sumie z 16 kart (!) jest naprawdę udana. Krótki czas rozgrywki i śmiesznie niska cena (choć fakt faktem, wyższa byłaby absurdem) to jej dodatkowe atuty. Dobrze bawić się przy niej mogą wszyscy, bez znaczenia, czy będzie to kogoś pierwsza planszówka, czy milion pierwsza. Płeć i wiek (pudełko sugeruje 10 lat, ja – 12) nie mają znaczenia.SONY DSC

shubgami: Czytając opinie o grze, natrafiłam na same skrajne zdania – albo gra była super, genialna, gram dwa cztery na dobę, albo była według kogoś po prostu kiepska. Według mnie jest fajnie, lekko, ale nie jest to nic cudownego, co by mnie sobą zachwyciło. Zdecydowanie bardziej podeszła mi Cytadela i raczej po nią będę sięgać częściej, niż po List miłosny. Dobra pozycja, która nie rzuca na kolana – za te pieniądze kupujcie w ciemno. 🙂

Ocena: 81% zadowolenia
gnom: 25/30
shubgami: 24/30
Łącznie: 49/60

Dziękujemy wydawnictwu Bard za przekazanie gry do recenzji.

Bard Centrum Gier

Advertisements

4 komentarze

  1. Gra kusi, głównie ceną. Skusiła i mnie więc zamówiłem i czekam na przesyłkę. Ciekawe czy jest rzeczywiście dobra, bo po pierwszych bardzo entuzjastycznych recenzjach (na które w dużej mierze wpłynęła właśnie cena) pojawiają się już mniej pochwalne. No nic, pogramy zobaczymy. Najpierw wypróbuję wariant dwuosobowy z moją połówką – wielosobowa rozgrywka poczeka na święta, gdy zjedzie mój brat.

  2. Gra przetestowana na 2,3 i 4 osoby. Najlepiej wypada w większym gronie ponieważ w grze na parę zdarza się, że ktoś odpada z rundy po kilku sekundach ze względu na taki a nie inny układ kart. W trójkę lub czwórkę gra się natomiast świetnie a przy tym jest dużo śmiechu, gdy komuś popsują się szyki. Co ciekawe, gdy zaprezentowałem tę grę znajomym to na początku stwierdzili, że to jakaś kiszka jest, tylko 16 kart, księżniczka, list, miłostki, jakieś zniewieściałe to wszystko… po pierwszym rozdaniu jednak chcieli grać jeszcze i jeszcze. Bardzo sympatyczna gra za niewielką cenę. Czy ma jakieś wady? Tak, jedną ale poważną: tragiczna jakość kart – karty ścierają się bardzo szybko i po kilkunastu rundach wyglądają już jakby je mój kocur w kuwecie po żwirku ciągał.

  3. Anonymous · · Odpowiedz

    Tutaj jest treść komentarza

  4. Sądzę, że warto będzie się zaopatrzyć w taką grę. Ostatnio w clubie z grami w to i przyznam szczerze. Pierwszy raz się tam nie nudziłam. Warto!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: